„Nazywaj rzeczy po imieniu, a zmienią się w oka mgnieniu”

Lubię uprawiać wszelkiego rodzaju gierki słowne, lubię rozbierać wyrazy na czynniki pierwsze. Jednak tak najbardziej zastanawiam się nad jakimś słowem, kiedy jest ono powszechnie używane a jakoś nie do końca mi pasuje. Pierwszy lepszy przykład z brzegu to zwracanie się per Pani Profesor albo Panie Profesorze do nauczycieli w szkole średniej. Oni są przecież w ponad 90 % magistrami. Też odczuwaliście lekki zgrzyt, gdy musieliście w ten sposób po raz pierwszy się odezwać? Dopiero gdy zastanowimy się nad pochodzeniem danego słowa, także nad kontekstem, w jakim to słowo jest, bądź było w przeszłości używane, to jakoś wszystko w głowie się układa. I tak właśnie rozjaśniło mi się z tym tytułowaniem licealnych magistrów, ponieważ słowo „profesor” jest w tym przypadku zaczerpnięte z francuskiego (professeur) i oznacza po prostu nauczyciela. Odnosi się zatem do pełnionej funkcji, co na pewno miało przydawać respektu, niekoniecznie za to osoba, do której się tak zwracamy, musi mieć nadany tytuł naukowy profesora.

Jeszcze kilka razy doznałam takich „olśnień”, kiedy powiedziałam do siebie: Aha! a więc o to tak naprawdę chodzi! Jakoś tak zupełnie inaczej zaczęłam rozumieć słowa, których przecież używałam od X lat. Dlatego – no właśnie – „nazywaj rzeczy po imieniu, a zmienią się w oka mgnieniu” (Uwielbiam zespół Raz dwa trzy za ich świetne teksty. Za muzykę oczywiście też)

Takim słówkiem, którego nie rozumiałam wcześniej był np. „żywot” używany w najbardziej znanej modlitwie: i błogosławiony owoc żywota Twojego. Myślałam, że chodzi tu po prostu o życie. Bo przecież – kara dożywocia, dokonać żywota itd. A w tej modlitwie „żywot” oznacza brzuch. Może dla kogoś jest to oczywiste, ale dla mnie akurat nie było. Pokapowałam się, że coś nie gra, ponieważ zarówno w tłumaczeniu niemieckim, jak i angielskim użyte jest w tym miejscu słowo oznaczające ciało ew. łono. No i żywot to także po rosyjsku brzuch, pewnie w staropolskim języku też tego słowa używano, ale to już nie mi badać.

Garsonka. Garsonka to „ubiór damski złożony z żakietu i spódnicy” – cytując za Wiki. Jakoś nigdy nie czułam się specjalnie komfortowo w garsonkach i może dlatego odeszłam z korporacji, w której obowiązywał dresscode 😉 Garsonka ma być damskim odpowiednikiem męskiego oficjalnego stroju tj. garnituru. Ale gdy popatrzymy sobie na etymologię tego słowa, to widzimy że pochodzi ono od francuskiego garçon czyli od słowa chłopiec. I coś jest na rzeczy, bo krój garsonki jest taki bardzo prosty, no taki męski trochę. Odkąd przestawiłam się na lżejsze spódnice i sukienki to jakoś mi lepiej 🙂

Jesteś nienormalna! :-)) Tak, owszem słyszałam kilka razy 🙂 Na pewno zwrot normalny/ nienormalny jest starszy niż cała nauka statystyki i rachunku prawdopodobieństwa. Ale liźnięcie statystyki bardzo pomaga w zrozumieniu, co znaczy być „normalnym”. Jest taki ładny wykres rozkładu normalnego i wygląda on tak:

źródło: Wikipedia

Chodzi o to, że najwięcej osób będzie wykazywało jakąś cechę, która jest bliska średniej (te pola zaznaczone na ciemnoniebiesko). Jeżeli odstajemy (jesteśmy po bokach tego rozkładu), to już tak całkiem normalni nie jesteśmy. Można być normalnym pod względem jednej cechy, a pod względem innej już nie. Ja np. mam 170 cm wzrostu i pod tym względem jestem „normalna” w populacji polskich kobiet, bo na pewno mój wzrost mieści się w środkowych wynikach. Ale biorąc pod uwagę inne kryteria mogę już być nienormalna i jakoś mi to specjalnie nie przeszkadza 🙂

Niewiasty i wiedźmy. Znaczenie tych wyrazów odkrył także Roman Dmowski, który powiedział: „kobiety dzielą się na te, które nie wiedzą nic, czyli niewiasty, oraz te, które wiedzą wszystko – wiedźmy„. Dmowski powiedział to z lekkim przekąsem. Taki żarcik słowny. Okropne jednak, gdzie widziano kiedyś miejsce tzw. niewiasty. Najlepiej, żeby nic nie wiedziała, bo wtedy będzie pokorna, potulna i … posłuszna. A jakie będzie miała wtedy inne wyjście. Co te kobiety mogły, jeżeli nie miały żadnej samodzielnej pozycji i wykształcenia … Najgorsze jest, że takie spojrzenie także dzisiaj niektórym się podoba …. 😦 😦 😦 A wiedźmy? Przedstawiano je wyjątkowo paskudnie. Tak naprawdę to były bardzo mądre a często także piękne kobiety, które nie pasowały do systemowego obrazka. Rozprawiano się z nimi wyjątkowo okrutnie.

Posiłek. Wiadomo – jeść trzeba. Najlepiej pięć posiłków dziennie – to z punktu widzenia dietetyki. Ale już językowo posiłek jest po to, żeby się posilić, żeby zdobyć siły do działania, do życia po prostu. Nie zapominamy o tym przypadkiem? Czy foodporn jest posiłkiem?

Spirytus. To akurat bardzo proste. Słowo pochodzi od łacińskiego „spirit” czyli duch. A ja się dziwiłam, że mój dziadek tak lubił herbatę „z duszkiem” 😉

No i tak się można bawić tymi słówkami – półsłówkami. Nudzę się trochę w tej pandemii, to wymyślam 🙂 Żeby mieć tylko takie problemy, że nuda – to nie będzie jeszcze tak źle. Musimy to jakoś przetrzymać. Uważajcie proszę na siebie – DDM.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s