from fragile to agile

Konia z rzędem temu, kto znajdzie zgrabne tłumaczenie from fragile to agile. Od kruchości do zwinności nie brzmi mi dobrze.

To chwytne – po angielsku- hasełko zostało ukute przez ludzi pracujących na styku IT i marketingu, czyli tam gdzie są pieniądze. Zasada odnosi się zatem w dużej mierze do funkcjonowania organizacji. Chodzi o to, aby jak najbardziej elastycznie dopasowywać się do zmieniających warunków.

Na pewno jednak zasadę można zastosować też po prostu do życia i można podejść do tego opisowo. Na przykład tak: byłam krucha i delikatna, przez co wiele razy obrywałam od życia mocne cięgi. Ale zmieniłam się. Nauczyłam się obserwować i respektować życie i teraz wiem, że to ja muszę się dopasować do życia, a nie ono do mnie. W przeciwnym razie ono mnie ukarze.

Tak sobie myślę, że wiele frustracji wynika z tego, że próbujemy coś zrobić na siłę. Aby spełnić oczekiwania innych albo też sami uprawiamy skok wzwyż o tyczce utkanej z własnego ego. No i … upadek po takim skoku bywa bolesny, wychodzimy cali poobijani. Głosy płynące z zewnątrz zachęcają nas do tego, aby cały czas próbować – dla chcącego nie ma nic trudnego, trzeba mierzyć wysoko, only the sky is the limit etc. Tylko, że … te głosy z zewnątrz niekiedy zagłuszają nasz wewnętrzny głos i czynią nas ślepymi na to, co jest dla nas naprawdę dobre NA DANY MOMENT.

Bo to też jest bardzo ważne . Właściwy czas. Podam bardzo prosty przykład. Naprawdę myślałam, że gdy kończy się 17 lat, idzie się na kurs na prawo jazdy. (Teraz myślę o tym – OMG!) Było tak dlatego, że w moim nastoletnim otoczeniu większość stanowili chłopcy. Mój brat, kuzyni, koledzy. Tak się złożyło, przypadek. Oczywiście wszyscy ci chłopacy zrobili prawo jazdy, gdy tylko ukończyli 17 lat, przyszło im to jak z płatka, nie posiadali się z radości i dumy po zdanym egzaminie. Niesiona na fali tego entuzjazmu również poprosiłam rodziców o prezent na 17. urodziny w postaci kursu na prawo jazdy. No i go dostałam. Na moje nieszczęście. Ponieważ jako 17-latka kompletnie się na kierowcę nie nadawałam. Było we mnie za dużo niepewności i lęku. Zaliczyłam kilka stłuczek samochodem taty, dobrze że nic bardzo poważnego. Musiałam się jednak zmierzyć z poczuciem tego, że jestem beznadziejna no i z niezadowoleniem rodziców z powodu kosztów naprawy samochodu. A ja po prostu w wieku 17 lat absolutnie nie byłam na prawo jazdy gotowa. Zrobiłam te uprawnienia, bo myślałam, że muszę. Lęk przed jeżdżeniem pozostał we mnie do dziś, choć oczywiście jest mi łatwiej. Na pewno jednak byłoby dla mnie lepiej, gdybym pozwoliła najpierw dojrzeć swojej głowie 🙂

Prawo jazdy to tylko przykład, a takich sytuacji na pewno jest więcej. Pierwsze co przychodzi mi do głowy to – wewnętrzny i zewnętrzny- imperatyw zostania matką z powodu tykającego zegara. To niestety częste zjawisko. Z jednej strony – trudno się dziwić. Ale z drugiej – dzieje się to czasami bez naprawdę wnikliwego przyjrzenia się swojemu życiu i bez zadania sobie pytania, czy ja aby na pewno na matkę się nadaję. W tym momencie i z tym mężczyzną. Czasami życie wie to lepiej od nas samych. I może jest dobrze jak się często zdarza, że dzieci przychodzą na świat kiedy one chcą, a nie dokładnie wtedy, kiedy nam pasuje.

Myślę, że każdy potrafiłby wskazać jakąś sytuację, kiedy chciał zrobić coś za wszelką cenę. I to się nie udało, ale ostatecznie okazało się, że wyszło nawet lepiej. Może to być np. niedostanie się na niby wymarzone studia, kiedy tak naprawdę nie ma się predyspozycji do wykonywania zawodu, w kierunku którego te studia kształcą. Albo inaczej – nawet z początku wydawało się, że wszystko poszło po naszej myśli, jednak ostateczna cena całej operacji była za wysoka. Koszty przewyższyły zyski, nie chodzi mi o pieniądze.

A może wystarczyłoby wcześniej posłuchać siebie i posłuchać życia. Ono samo przynosi to, co jest dla nas najlepsze. Choć czasami boli. Ale najbardziej wtedy, gdy nie chcemy z nim współpracować 😦

Ludzie często mają pretensje do losu, że jest dla nich surowy, że przecież chcieliśmy dobrze, ale co zaczniemy, to nam nie wychodzi. Ale może … źle zaczynaliśmy albo też sami na te cięgi od życia się nadstawiliśmy/nadstawiłyśmy, będąc w środku tak naprawdę delikatną galaretką. (To też o mnie 🙂 nikogo nie chcę takim określeniem urazić) . Innym razem z kolei powstrzymujemy się przed wejściem w coś, co przynosi życie, bo przecież tysiąc racjonalnych względów mówi nam, że nie powinniśmy. Tymczasem czysty racjonalizm naprawdę nie jest dobrą drogą …

„Życie chce się wydarzać. Życia nie da się powstrzymać. Za każdym razem, gdy staramy się życie powstrzymywać lub zakłócać jego fundamentalną potrzebę ekspresji, wpadamy w kłopoty”- M. Wheatley, M. Kellner-Rogers