„A więc wojna”

Dyrektor mojej podstawówki był historykiem. Pewnie dlatego bardzo często zapraszał na apele szkolne kombatantów II wojny światowej, chciał nam tę historię jak najbardziej przybliżyć. Bardzo lubiłam te przedłużające się apele, ponieważ oznaczało to, że upiekła się jakaś lekcja 🙂 Panowie kombatanci opowiadali swoje wojenne historie, a my ich z rzeczywistym zainteresowaniem słuchaliśmy (no przynajmniej większość z nas). Byli jednak też tacy, którzy tymi bardzo częstymi wizytami kombatantów byli już mocno znudzeni i ktoś rzucił nawet cynicznie: kiedyś ci kombatanci się nareszcie skończą. I rzeczywiście, ci panowie, którzy przychodzili do mojej podstawówki, ze względu na wiek z bardzo dużym prawdopodobieństwem są po drugiej stronie. Chichot historii polega jednak na tym, że gdy jedni kombatanci „się kończą”, pojawiają się nowi, o wiele wiele młodsi. Żołnierze, którzy teraz walczą, kiedyś będą odwiedzać szkoły jako kombatanci.

Oczywiście bardzo dobrze pamiętam też moją śp. babcię ze strony taty, która również miała niezmiernie trudne wojenne przeżycia. Tyfus, głód itd. Ale tak szczerze to nie przepadałam za nią, bo była surowa. Przy którejś wizycie u nas wyzwała mnie np., że za grubo obieram ziemniaki. „Czy ty wiesz, że myśmy tylko dzięki tym ziemniakom wojnę przeżyli?!”. A innym razem, kiedy przygotowała dla mnie i mojego brata jakieś jedzenie, my nie chcieliśmy tego jeść, bo było po prostu niesmaczne. Zakomunikowaliśmy babci, że nie będziemy jeść, na co ona odparła: „Wojny wam potrzeba”. Odwróciła się na pięcie i poszła. Dzong. Z perspektywy lat oceniam zachowanie babci w stosunku do dzieci za nienormalne i niewłaściwe. Najwyraźniej cały czas przemawiała przez nią nieprzepracowana wojenna trauma, którą pewnie całkiem nieświadomie przeniosła na naszego ojca i niestety także i na nas.

Teraz mamy dokładnie – nie wiem jak to nazwać – okazję, możliwość (?) obserwowania, co oznacza wojna najprawdziwsza z prawdziwych. Nie, okazja i możliwość to nie są właściwe słowa, okazję to można mieć w sklepie. Jesteśmy świadkami wojny. Tak brzmi właściwiej. I rzeczywiście dopiero teraz rozumiem, co babcia miała na myśli mówiąc, że potrzeba komuś wojny. Rzecz jasna, nie życzyła nam tej wojny naprawdę. Chodzi o zmianę optyki. Mam na myśli przede wszystkim wyleczenie z przypadłości dobrobytu, czyli z poprzewracania w głowach i w dupskach. Mam na myśli zatrzymanie konsumpcyjnego szaleństwa oraz weryfikację hedonistycznego nastawienia do życia – czy rzeczywiście było ono właściwe, czy może jednak są sprawy wazniejsze niż czwarte wakacje w roku. Mam na myśli zaprzestanie marudzenia i biadolenia z naprawdę błahych powodów. Dopiero teraz widać, jak bardzo były błahe i w zasadzie bez żadnego znaczenia. Tylko błagam, proszę nie podejrzewać mnie o to, że według mnie dobrze się stało, że ta wojna przyszła. Nie i nie i nie i nie. To co widzimy, jest najprawdziwszym koszmarem i ogromem ludzkiego cierpienia. Ale niestety historia jest na tyle okrutną i srogą nauczycielką, że za każdym razem, kiedy ludzie za bardzo popuszczą pasa, to ona daje ludziom lekcję. Lekcję taką, którą pamięta się przez kilkadziesiąt lat. A potem niestety się zapomina. Tak już niestety jest, jakieś takie niepisane prawo. Wojenny spektakl rozgrywa się w tej chwili na Ukrainie. Ale w zasadzie to mogło się wydarzyć gdziekolwiek indziej. No i nie wiadomo, jak to się wszystko jeszcze rozwinie.

W tej chwili możemy jedynie pomagać ze wszystkich sił Ukrainie i Ukraińcom. Możemy się modlić. I możemy pamiętać o tym, co tak pięknie ujęła pani Wisława Szymborska:

Jeżeli porcelana to wyłącznie taka
Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu
Jeżeli fotel to niezbyt wygodny
Tak aby nie było przykro podnieść się I odejść
Jeżeli odzież to tyle ile można unieść w walizce
Jeżeli książki to te które można unieść w pamięci
Jeżeli plany to takie by można o nich zapomnieć
Gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
Na inna ulicę kontynent etap dziejowy lub świat

Kto ci powiedział że można się przyzwyczajać
Kto ci powiedział że cokolwiek jest na zawsze
Kto ci powiedział że można się przyzwyczajać
Kto ci powiedział że cokolwiek jest na zawsze

Czy nikt ci nie powiedział że nie będziesz nigdy
W świecie czuł się jak u siebie w domu
Czy nikt ci nie powiedział że nie będziesz nigdy
W świecie czuł się jak u siebie w domu

czy życie to gra w szachy

chess-2493580_1920

Przepracowałam już 15 lat i trochę sobie w tym czasie poobserwowałam. Widziałam od środka, jak zachowują się względem siebie partnerzy biznesowi – zwłaszcza gdy coś nie idzie według planu. Jednym słowem chodzi o to, aby samemu znaleźć się w jak najkorzystniejszej pozycji, co skutkuje zazwyczaj tym, że druga strona znajdzie się w jak najgorszej. Trudno. Life is brutal.  Sentymentów brak. Dobra rada – proszę nie liczyć na to, że ktoś się wzruszy.

Czytaj dalej „czy życie to gra w szachy”