A wszyscy niby tacy mądrzy

Żeby było jasne – ten tekst jest też o mnie. Popełniłam całe mnóstwo życiowych błędów. Dobre stopnie w podstawówce absolutnie mnie przed nimi nie uchroniły. A być może nawet do popełnienia niektórych z nich popchnęły. Zresztą – żaden ze mnie geniusz, nie grozi mi takie określenie.  Tak się jednak zastanawiam – dlaczego nie wyciągamy wniosków z błędów popełnianych przez innych, tylko musimy popełniać swoje. Dlaczego czasami dajemy się  w codziennym życiu zmanipulować i oszukać jak małe dzieci, mimo że w swojej dziedzinie możemy być cenionymi specjalistami. Dlaczego ignorujemy wnioski, do których doszła już jakaś mądra głowa i zostawiła je nam w swojej spuściźnie. (mam jednak na myśli naprawdę mądre głowy – np. antycznych filozofów, a nie wszechobecnych teraz pseudo-coachów) Albo nie słuchamy naprawdę autentycznego przesłania, które jest pokłosiem czyichś doświadczeń. Czyli ktoś już coś przerobił i naprawdę szczerze chce się z nami swoimi odczuciami podzielić.  Wydaje się, że dużo życiowych mądrości jest podanych na tacy, a mimo to gdy ktoś nas nimi częstuje – mówimy: nie, dziękuję, przecież ja wiem lepiej. Z naciskiem na JA i na WIEM.

No właśnie …

1. Stosowanie zasad logiki w codziennym życiu

Już jakiś czas temu doszłam do tego, że szkoła przygotowuje do pracy, a nie do życia. I wcale nie mam tu na myśli, że powinno być w szkole więcej lekcji z przygotowania do życia w rodzinie! 😉 Ale szkoła na pewno nie uczy, jak radzić sobie z trudnymi sytuacjami, z emocjami, z innymi ludźmi i … ze sobą. A to jest na pewno ważniejsze niż te wszystkie trudne rzeczy, które dzieciakom i młodym ludziom ładuje się do głowy. Ja np. umiałam kiedyś całkiem nieźle liczyć całki. Lubiłam te zadania. Tyle że okazały mi się one – nomen omen – całkowicie  niepotrzebne. Nic z nich już nie pamiętam! No i co z tego, że kiedyś potrafiłam je liczyć. Naprawdę wołałabym nigdy tego nie potrafić  (bo teraz i tak nie potrafię), ale za to rozumieć, dlaczego ktoś coś zrobił czy powiedział. Albo dlaczego ja coś zrobiłam  – bo często po fakcie sami nie wiemy, dlaczego coś się stało. Jakoś tak samo się stało, prawda? A w rzeczywistości najczęściej  gdzieś tkwi głęboko ukryta przyczyna takiego a nie innego zachowania …

„dobrze widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu” – Antoine de Saint-Exupery, Mały Książę

„czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko” – Adam Mickiewicz, Romantyczność

I tak sobie myślę, że szkoła robi nam jednak dużą ałkę.  Bo logiczne myślenie jest bardzo premiowane. Bo uczniowie osiągający dobre wyniki z przedmiotów ścisłych są jednak uważani za tych trochę „lepszych”.  Bo przecież ta matematyka taka trudna, więc jak ktoś ją rozumie to jest kurcze gość! Zresztą nie chodzi  tylko o  matematykę,  wszechobecne testy też rozwiązuje się teraz głównie na logikę. Tylko że … stajemy się tym, co robimy. To tylko kwestia czasu – nie ma na to mocnych.  I jeżeli podczas całej edukacji a potem w pracy skupiamy się głównie na tym,  co z czego wynika, co da lepszy rezultat – krok w lewo czy krok w prawo –  to siłą rzeczy przenosimy te zasady na prywatne życie. I potem też kalkulujemy   – czy mi się to opłaca, co ja z tego będę miała. Przykre to, ale niestety tak jest.

A gdybyśmy zamiast rozumu o wiele częściej słuchali intuicji? Pewnie nie opłacałoby się to aż tak bardzo w rozrachunku finansowym, majątkowym czy nawet społecznym – ale na koniec życia stwierdzilibyśmy, że jednak jesteśmy na plusie. Tylko niekoniecznie tak łatwo kwantyfikowalnym.

„Intuicyjny umysł jest świętym darem, umysł racjonalny jest jego wiernym sługą. Stworzyliśmy społeczeństwo, które szanuje sługę, a zapomina o darze” – Albert Einstein

2. Dążenie do osiągnięcia stabilizacji

Czy ktoś potrafi mi wytłumaczyć, dlaczego tak bardzo pragniemy stabilizacji i chcielibyśmy ją osiągnąć jak najszybciej?

A gdzieś po drodze słyszeliśmy przecież te cytaty:

„Większość ludzi umiera w wieku  dwudziestu pięciu lat tylko z pochówkiem czekają do siedemdziesiątki”  – Benjamin Franklin

„Stabilizacja motylka to szpilka” – Jan Sztaudynger

A to już zasłyszane w jakimś filmie:  Zapisem życia jest elektrokardiogram. Dosłownie, ale też w przenośni. Jeżeli linia przypomina zygzak – oznacza to, że żyjemy. A jeżeli linia jest prosta, jeżeli mamy constant – to jesteśmy martwi.

I co? I pstro. A może dotyczy to innych, ale nie mnie? Oczywiście. Jak zawsze 😉

No ja domyślam się, że z tą stabilizacją tak naprawdę chodzi o zapewnienie sobie poczucia bezpieczeństwa. Bo bezpieczeństwo to jedna z podstawowych potrzeb człowieka. Tylko że starając się za bardzo – jesteśmy już tak stabilni i bezpieczni, że nie czujemy już nawet, że żyjemy. I to prawda, co mówią te cytaty, że stabilizacja uśmierca. W wielu aspektach, z wyjątkiem fizycznego.

3.  Ciągły pośpiech

I tutaj też niby wszystko wiemy:

„Spiesz się powoli” – Oktawian August

„Jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy” – to powiedzenie nie wiem skąd się wzięło, ale trzeba przyznać, że jest niezłe!

„W życiu jest coś więcej do zrobienia niż tylko zwiększać jego tempo”  – Mahatma Ghandi

No i co z tego, że znamy te cytaty? NIC. Miliony ludzi pędzą co rano do pracy i skupiają się na osiąganiu celów- wyznaczonych przez siebie i/lub przez innych, celów ważnych lub tak niekoniecznie. Gdy uda się ten cel osiągnąć, są z siebie dumni i oczywiście mogą sobie wyznaczyć kolejny. Tylko trochę trzeba podbiec do niego. Jeszcze tylko troszkę, jeszcze tylko ten jeden cel …

Do mnie przemówił jednak inny cytat:

„Kiedy się spieszysz, nic nie widzisz, nic nie przeżywasz, niczego nie doświadczasz, nie myślisz! Szybkie tempo wysusza najgłębsze warstwy twojej duszy, stępia twoją wrażliwość, wyjaławia cię i odczłowiecza.” Ryszard Kapuściński

No i oczywiście ten:

„Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą.”  Jan Twardowski

To chyba jedyny przypadek, kiedy spieszyć się trzeba! To ważniejsze niż spieszyć się na autobus. Gdy autobus ucieknie  – przyjedzie następny. Naprawdę! A człowiek już nie.

Tak naprawdę wszyscy dążymy do jednego miejsca i akurat tam to mi się za bardzo nie spieszy. Kiedyś tam oczywiście dotrę, ale przynajmniej nie chciałabym przeoczyć wielu ważnych i pięknych rzeczy po drodze.

Jeżeli mogę powiedzieć, że w którymś punkcie zmądrzałam – to chyba właśnie w tym. Udało mi się znacznie zwolnić. Ale tak poza tym to … cały czas się uczę 😉

Ponieważ od jakiegoś czasu odczuwałam bardzo dużą potrzebę zagłębienia się w tę tematykę – dlaczego jest taka rozbieżność pomiędzy mądrością książkową a życiową – zapisałam się teraz od października nawet na studia podyplomowe na Uniwersytecie SWPS – psychologia w biznesie. Bardzo się na ten rozdział w moim życiu cieszę! Przede wszystkim mam nadzieję, że poznam ciekawych ludzi, z którymi będzie można sobie intrygująco porozmawiać. Rozmawiam też dużo z moimi klientami i tak jakoś ostatnio wspólnie z nimi przy kawce zauważyłam, że podczas ich służbowych przecież  wizyt u mnie coraz mniej rozmawiamy o podatkach (a jestem ciągle jednak jeszcze doradcą podatkowym), a coraz więcej o życiu. I że dobrze nam się rozmawia. A kiedyś tak nie było, bo załatwialiśmy sprawy formalnie i do widzenia. Ale widzę, że oni też mają potrzebę porozmawiać. Po iluś latach odhumanizowanej pracy, ten człowieczy pierwiastek, który przecież w nas siedzi – bardzo chce wyjść na zewnątrz. I tak jest dobrze chyba?