Nie możesz wysiedzieć 8 godzin w pracy?

I bardzo dobrze, że nie możesz! Ja też już nie mogę i dlatego staram się coś zmienić w moim życiu. Dyskomfort daje asumpt do szukania nowych rozwiązań, to jest na pewno pozytyw. Ważne jednak, żeby pojawiające się myśli przełożyć potem na czyny. Bo jeżeli mamy tylko dyskomfort, a nic z nim nie zrobimy – to wychodzi chyba jednak negatyw 😦

Stałam wczoraj w korku w Poznaniu. Korek wyglądał mniej więcej jak na poniższym obrazku:

W godzinę przejechałam 3,5 km. I jak to w korku bywa -nie można zrobić nic fizycznie, więc pracuje głowa 🙂 Naszła mnie oczywiście refleksja – jaki sens ma życie według schematu, w którym tkwią przecież w Polsce setki tysięcy, a na świecie miliony osób. W Polsce może też już kilka milionów, nie wiem, nie znam statystyk.

Jeżeli ktoś rano w drodze do pracy regularnie tkwi w korku, potem dociera do biura wyglądającego mniej więcej tak:

Inside, Business, Center, Interior

a wieczorem znowu wraca w tym korku do mieszkania (na kredyt oczywiście) w budynku przedstawiającym się podobnie jak poniższy:

to czy możliwy w jego przypadku jest tzw. dobrostan? Czy w pewnym momencie jego całe ciało, jego całe jestestwo nie powinno krzyknąć głośno: DOOOOŚĆ!?

Bo to nie jest normalne, zwłaszcza biorąc pod uwagę biologiczne aspekty naszego gatunku, że żyjemy w oderwaniu od natury, że oddychamy zanieczyszczonym powietrzem, że jesteśmy tak bardzo stłoczeni na małej powierzchni w mieście, że nie znamy już ciszy ani ciemności …

Do tego dochodzi oczywiście stres w pracy, bo zajmujemy się rzeczami trudnymi. Są to często zupełnie abstrakcyjne konstrukcje, będące wytworem ludzkiego umysłu. Czyli ten materiał, któremu poświęcamy w pracy naszą uwagę, też nie ma nic wspólnego z prawami natury. Piszę m.in. o sobie. Zajmuję się podatkami. Czy w naturze ktoś pobiera od kogoś podatki???? Wiele jest innych abstrakcyjnych dziedzin – np. zaawansowana matematyka finansowa, też te wszystkie nowe technologie. Odnośnie tych ostatnich – oczywiście, one z jednej strony ułatwiają życie, ale z drugiej dehumanizują jego różne płaszczyzny. Zobaczymy, w jakim kierunku to wszystko pójdzie…

Ironia polega na tym, że życie według schematu, który przedstawiłam na tych trzech obrazkach bardzo długo utożsamiane było z sukcesem. I dlatego też dało się wkręcić w ten model mnóstwo ambitnych i zdolnych ludzi. Jeżeli narracja ze wszystkich stron brzmi jednakowo – taaaaak, to jest ta najlepsza droga, to dopóki na własnej skórze nie odczujemy, że coś nie gra – skąd mamy wiedzieć, że jesteśmy manipulowani? Jeżeli znalazł się ktoś, kto właśnie zakrzyknął – ja już nie mogę, mam dosyć, pierdolę to, mam w dupie – to niestety uznawano, że to z tym człowiekiem jest coś nie w porządku. Najlepiej to przyczepić mu łatkę wariata i wysłać do psychiatry po receptę na antydepresanty. Bo taki ktoś musi się leczyć. A czy to system nie wymagałby bardziej swojego psychiatry?

Bardzo się cieszę, że jako temat debaty publicznej pojawił się ostatnio wątek „kultury zapierdolu” i etosu pracy 16 godzin na dobę. 16 czyli dwa razy tyle, ile wynosi przyjęta dobowa norma. Owszem – te osiem godzin, a czasem nawet więcej, ma sens, gdy człowiek jest bardzo młody i jeszcze się uczy. Zasada jest bardzo prosta – żeby coś wyjąć, najpierw trzeba włożyć. Uśmiecham się często słysząc o wymaganiach płacowych i pozapłacowych świeżo upieczonych absolwentów. Patrząc prawdzie w oczy ci opuszczający mury uczelni młodzi ludzie bardzo niewiele potrafią. No ale mają szansę się wszystkiego się jeszcze nauczyć 🙂 Po iluś tam latach regularnej pracy przychodzi jednak zmęczenie i obserwując po prostu siebie stwierdzam, że nawet te osiem godzin to za dużo. Może to stanie w korku ma jakiś sens -to jest czas może niekoniecznie zmarnowany, ale właśnie dany nam na myślenie. Szczerze nie cierpię korków, ale właśnie dlatego ta irytacja osiąga swój zenit. I dopiero gdy ta czara się przepełni, to wtedy pojawia się chęć rzeczywistej zmiany.

Ku przestrodze mam zawsze z tyłu głowy cytat z Pabla Nerudy:

Powoli umiera ten, kto nie opuszcza swojego przylądka, gdy jest nieszczęśliwy w miłości lub pracy, ten kto nie podejmuje ryzyka spełnienia swoich marzeń, ten kto chociaż raz w życiu nie odłożył na bok racjonalności.

Bardzo chcę uchronić się przed takim scenariuszem.