Gdy marzenie staje się koszmarem

Jestem pod wrażeniem pewnej osobistej relacji, którą obejrzałam sobie na Youtube. Wypowiadała się tak na oko 35-letnia Szwajcarka. Pani była ponadprzeciętnie urodziwa i na pewno niegłupia. Nazwijmy może naszą bohaterkę Petra, nie chcę naruszać niczyich dóbr osobistych, dlatego to imię jest zmienione.

Petra już we wczesnej młodości postanowiła, że zostanie prawniczką. Wpłynął na to rozwód rodziców oraz ciąg dalszy, czyli przepychanki między rodzicami w sprawach o opiekę nad dziećmi. Petra musiała zamieszkać z ojcem (później dołączyła do nich jeszcze druga żona ojca), za to jej młodszy brat został przyznany matce. Sprawiło to oczywiście, że bardzo za tymi dwoma bliskimi jej osobami tęskniła. I cierpiała. No i tak sobie postanowiła, że jak dorośnie to będzie pomagać dzieciom w takiej sytuacji, w jakiej sama się znalazła jako nastolatka – w sensie, że to jednak dobrostan dziecka powinien być stawiany na pierwszym miejscu.

Jak można się domyślić, potem były studia prawnicze a po ich ukończeniu podjęcie pracy w kancelarii. Gdy zaczęła pracować, no to się zdziwiła, że zamiast przypadków z prawa rodzinnego, pomocy dzieciom i samotnym matkom dostawała sprawy dotyczące relacji między wspólnikami spółek handlowych a zwłaszcza tego, kto powinien dostać więcej pieniążków. Do tego zrozumiała, że sprawiedliwość można znaleźć jako hasło w leksykonie, za to w sądzie to już niekoniecznie.

Może i nie powinna się dziewczyna dziwić. No bo tak po prostu w kancelariach jest i być może pomyliła adresy. Ale z drugiej strony – gdy jest się młodym, to nie do końca zdążą jeszcze wywietrzeć z głowy ideały. Dlatego rozumiem trochę to zdziwienie, gdy na własne oczy się zobaczy, jak to wszystko funkcjonuje.

Petra wytłumaczyła sobie, że praca to tylko praca, postanowiła bardziej skupić się na innej ważnej sferze życia, oczywiście na rodzinie. Obiecywała sobie przecież, że kiedyś stworzy lepszą niż ta, w której żyła jako dziecko. Miała to „szczęście”, że na danym etapie życia się zakochała, wyszła za mąż i urodziła zdrową córeczkę. Oceniając sytuację życiową takiej dziewczyny można powiedzieć – ta to ma dobrze, tak super jej się ułożyło, ma po prostu wszystko: inteligencję, wykształcenie, rodzinę, urodę, bardzo dobre warunki finansowe (nie bez znaczenia jest mieszkanie w jednym z najbogatszych krajów świata), pracę w prestiżowej kancelarii. Patrząc na czyjeś życie z boku można jeszcze powymieniać dużo rzeczy, co ta druga osoba ma. I można lekko zazdrościć …

No tylko, że po urodzeniu dziecka przyszedł baby blues, zaczęły się kłótnie z mężem o pieniądze (może rzeczywiście lepiej, gdy ich nie ma? Nie ma się o co kłócić? ;-)))). Wkrótce mąż się wyprowadził i złożył pozew o rozwód. Petra postanowiła wrócić do pracy, do której po urlopie macierzyńskim oczywiście musieli ją przyjąć. No i przyjęli, ale niedługo potem zwolnili, bo Petra nie dawała rady łączyć wymagającej pracy zawodowej z samotną opieką nad małym dzieckiem. I w tym momencie przyszło jeszcze podejrzenie nowotworu, które ostatecznie wyjaśniło się na szczęście w tę niegroźną stronę. Czekając na wynik histopatologii Petra stwierdziła jednak, że tak w zasadzie wszystko jej jedno, jaki ten wynik będzie i postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Wysłała córeczkę niby tylko na weekend do byłego męża, a sama wzięła tabletki … Obudziła się w szpitalu, jakoś ją odratowali. Potem był jeszcze szpital psychiatryczny, jak to się stosuje w takich przypadkach zgodnie z procedurą.

A potem były jeszcze długie terapie i powolne wracanie do życia. Do wykonywania zawodu prawniczki Petra nie wróciła już na full, nie miała już na to ochoty. Postanowiła się przebranżowić i zajmuje się teraz marketingiem cyfrowym, okazjonalnie doradza z zakresu prawa własności intelektualnej, bo ta dziedzina jest akurat mocno powiązana z internetem i marketingiem. Nie jest na razie w żadnym związku, mieszka z córką. Pro bono pracuje też w telefonie zaufania, na który mogą zadzwonić osoby mające myśli samobójcze. Chodzi oczywiście o to, żeby je od tego pomysłu odwieść.

Ta opowiedziana relacja była bardzo autentyczna, było widać, że wszystkie zdarzenia pozostawiły po sobie blizny. Pewnie jeszcze trochę czasu potrzeba, żeby mogły się wygoić. Oczywiście – relacja tylko jednej strony nigdy nie będzie całkiem obiektywna, dla pełnego obrazu należałoby wysłuchać innych osób.

Można tutaj też skonstatować – niedojrzała emocjonalnie, taki dzieciak z bogatego kraju, któremu się poprzewracało w głowie. No co jej się tak w zasadzie stało – nowotwór okazał się łagodny, nie pierwsza nie ostatnia się rozwiodła i nie pierwsza nie ostatnia została zwolniona z pracy. Truła się idiotka, a przecież miała córkę. Co ma powiedzieć samotna matka czwórki dzieci, która nie wie za co je wyżywić. A do tego jeszcze jedno z dzieci jest niepełnosprawne. Jasne, można tak relatywizować. Uważam jednak, że właśnie takie porównywanie – bo ktoś inny ma gorzej, czego ty chcesz – również jest krzywdzące. Bardzo często wymaga się od ludzi takiej postawy – nie marudź, nie narzekaj, inni mają gorzej, ciesz się tym, co masz. A tak naprawdę to jest zbycie tej osoby, powiedzenie jej trochę: mam cię w dupie. Tymczasem ktoś naprawdę cierpi… Poza tym – mam wrażenie, że narzekanie jest na cenzurowanym, bo gdyby na nie pozwolić – to z kolei tego powszechnego lamentu byłoby za dużo. I wtedy wiele rzeczy przestałoby sprawnie funkcjonować, nie byłoby ogarnięte – praca, dom, dzieciaki. Chwyć się roboty! – to taka śląska rada na wewnętrzne rozkminy. No ok – można chwycić się roboty, wtedy ta robota będzie wykonana, ale … gdzie w tym wszystkim jest człowiek? Takie postawienie sprawy pokazuje, że praca (po prostu jako różnego rodzaju zadania do wykonania) jest ważniejsza od człowieka.

Cały ten przypadek jest ciekawy, bo pokazuje bolesną konfrontację marzeń z rzeczywistością. Albo utratę wiary w idee, w które naprawdę wcześniej się wierzyło. Często w takiej sytuacji są osoby, którym inni czegoś zazdroszczą. W rzeczywistości rzeczy nie są takie, jakimi się wydają. Na koniec dwa banały – wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma i trawa u sąsiada jest zawsze bardziej zielona. No banały do kwadratu, ale może warto o nich pamiętać.