„dobre rady” dla początkujących przedsiębiorców

business-2987962_1280

Dobre rady to określenie, które zawsze mnie śmieszyło. Wybitnymi specjalistami od ich udzielania są zwłaszcza ciocie i wujkowie, których tak w zasadzie nikt o radę nie prosił. A jednak czują się oni upoważnieni do instruowania innych, jak powinno wyglądać ich życie.

W moim przypadku – czy to już? 😉 Czy czuję się taką ciocią, która chce innych pouczać, mówić – bo Ty powinieneś/ powinnaś zrobić to i to?  No to odpowiem, że ciocią wolę pozostać dla moich bratanków. Ale ich też nie pouczam, bo od tego – jeżeli w ogóle-  są rodzice. Dlatego absolutnie nie będę się tutaj dzielić własnymi doświadczeniami, mimo że prowadzę działalność od kilku dobrych lat. Po pierwsze dlatego, że moja działalność jest mikro-mikro (mimo, że kiedyś była większa i zatrudniała pracowników), po drugie  – trochę wiadomo jak to jest – szewc bez butów, sama też nie wystrzegłam się pewnych błędów. Nie zamierzam się tu mądrować, skoro jakiegoś przyprawiającego o zawrót głowy biznesowego sukcesu nie osiągnęłam i dziwnym trafem Forbes do mnie do tej pory nie zadzwonił, żeby umówić się na wywiad.

Niemniej jednak przez 13 lat pracy jako doradca podatkowy miałam mnóstwo okazji do zaobserwowania sobie wzlotów i upadków, sukcesów mniejszych lub większych i – co nierozłącznie związane z prowadzeniem firmy –  bardzo bolesnych porażek. Dlatego mimo wszystko podzielę się tymi może nie tyle radami, co obserwacjami. Jednak ciocia? 😉 A niech będzie.

Powiedzieć, że o założeniu czegoś swojego marzy spora część sfrustrowanych pracowników korporacji, to nic nie powiedzieć. Ja w ogóle zawsze  dzieliłam pracowników korpo na dwa typy- tych, którym było względnie dobrze i wygodnie oraz tych, którzy jak powietrza łaknęli  wolności. Zrzucić z siebie te kajdany, te nadgodziny, te procedury – albo ktoś to rozumie, albo nie. Pragnienie pójścia na swoje będzie dotyczyło oczywiście tej drugiej grupy.  No to już wiemy, że chcielibyśmy coś założyć. Pytanie tylko – co?

Powiem brutalnie (może właśnie z racji bogatego doświadczenia zawodowego „cioci”) – jak nie masz kasy na początek, możesz sprzedawać tylko … siebie. Pomysł nie jest nowy, bynajmniej. Ma jakieś kilka tysięcy lat 😉 Na szczęście jednak okoliczności się zmieniły i zarabiać można już nie tylko ciałem, ale też a raczej zwłaszcza umysłem, a w zasadzie w zdecydowanej większości przypadków – kombinacją tych dwóch rzeczy. Czyli jeżeli nie mamy konkretnego kapitału początkowego, który możemy zaryzykować i przyjąć na klatę świadomość tego, że możemy go po prostu stracić – zdecydowanie odradzam działalność mocno kosztochłonną na początku. Odradzam zwłaszcza zakup dużej partii towaru, za który musimy zapłacić, a możemy z nim zostać, ponieważ nikt go od nas nie kupi. Albo jeszcze gorzej – ktoś go kupi, ale nie zapłaci.  Ale jak to nie zapłaci?! No tak to – witamy w prawdziwym życiu! Że jeszcze od tego sprzedanego towaru, za który nie otrzymaliśmy zapłaty będzie trzeba odprowadzić VAT? Muszę zapłacić VAT do urzędu skarbowego mimo że go nie dostałam/ dostałem od kontrahenta? Skąd ja mam wziąć pieniądze na ten VAT, jak tak można?! Ano można. Powodów do zdziwienia jest niestety więcej, jeżeli ktoś rozpoczyna działalność, a się do tego nie przygotował.

Podsumowując ten akapit – jeżeli nie masz solidnego źródełka finansowania pochodzącego:

– z własnych oszczędności

– od męża, od taty, od wujka albo w wersji żeńskiej  oczywiście (choć to w praktyce jednak rzadsze) – od żony, od mamy, od cioci

-od inwestora, co do którego będziemy mieli 100 % pewności, że nie będzie dochodził zwrotu swojego wkładu metodami wschodnioeuropejskimi

– z dotacji unijnej

– z crowdfundingu

nie zaczynaj działalności czysto handlowej, czyli polegającej na zakupie i odsprzedaży towaru. Odradzam zwłaszcza branie kredytu na taką działalność pod zastaw np. nieruchomości. Widziałam naprawdę dotkliwe katastrofy, będące po prostu skutkiem początkowego hurra- optymizmu, niedoinformowania oraz podejścia jakoś to będzie. Albo też przeświadczenia o wyjątkowości własnego biznesu, którego idea jest przecież tak rewelacyjna, że „to nie może się nie udać”. A potem jest płacz. Jeszcze bardziej skomplikowana jest działalność produkcyjna, do rozpoczęcia której konieczny jest zakup specjalistycznych maszyn, kosztujących nieraz kilkaset tysięcy złotych. Można sobie coś tam metodą chałupniczą dziergać, ale rozpoczynanie swojej przygody z biznesem od typowej pełnowymiarowej  produkcji nie jest zbyt fortunnym pomysłem. Zupełnie już pomijając to, że raczej mało kto może sobie taką  maszynę kupić.  Naprawdę o wiele bezpieczniejszym modelem jest oferowanie usługi, czyli tego, co potrafimy, na czym się znamy. Że powinniśmy coś potrafić, aby zacząć świadczyć taką usługę – no wypadałoby 🙂 to taki szczegół. Wykonując usługę też wkładamy  dużo – ale jest to głównie nasz know how i nasz czas. Plus oczywiście jakieś zaplecze, ale nie jest ono tak drogie jak w przypadku działalności handlowej lub produkcyjnej.  Jeżeli ktoś za tę wykonaną usługę nie zapłaci – tak, będzie można się ugryźć, ale nie zostaniemy z dużymi długami i egzekucją komorniczą na karku. W takim już najgorszym przypadku pozostanie podkulenie ogonka i powrót do (raczej już innego) korpo.  Nikomu takiego scenariusza nie życzę, ale lepiej wiedzieć, że znajdziemy jakieś wyjście z sytuacji, że przynajmniej zasmakowaliśmy tego „swojego”, no nie udało się, trudno. Jest to przykre, ale na pewno lepsze niż znalezienie się w czarnej D,  jeżeli się przeinwestowało na początku i odpowiada się za długi całym swoim majątkiem. A jeżeli się uda – to super. Jeżeli dalej  marzymy o „prawdziwej” firmie, czyli takiej, która oferuje „prawdziwy” produkt – być może za jakiś czas się to zrealizuje, o ile uda się odłożyć z tej działalności usługowej trochę kaski.

No dobrze, to już mamy tę naszą firmę. Zgadnijcie co robi większość młodych biznesmenów jako jedną z pierwszych czynności? Bierze samochód w leasing. Oczywiście dobry, najlepiej SUV. Bo przecież – jak pojadę do klienta, to musi on wiedzieć, że ma do czynienia z poważną firmą. A poza tym wszyscy tak robią – przecież odliczy się od podatku. Wytłumaczenie super. Dla naiwniaczków.  Nie chce mi się tutaj wchodzić w detale, ale w najlepszym przypadku osiągniętą korzyścią podatkową jest 19 % wartości samochodu, a są jeszcze inne ograniczenia, które trzeba uwzględnić.  Ale ludzie naprawdę myślą, że od podatku odlicza się cały samochód. Ktoś im to tak wytłumaczył, że wręcz muszą kupić ten samochód. Czasami łapię się za głowę.

Czyli przeinwestowanie i niedoinformowanie – to takie dwa podstawowe błędy, które na początku popełniane są przez naprawdę wiele osób. Często są to osoby, które starają się sprawiać wrażenie, jakby pozjadały wszystkie rozumy. A potem okazuje się, że przejechały się jak na skórce od banana.

Po przeczytaniu tego tekstu ktoś mógłby powiedzieć, że podcinam skrzydełka, że kto nie ryzykuje ten nie pije szampana itd. Albo że gdyby ktoś pokroju Richarda Bransona  czy Elona Muska nigdy nie spróbował, to być może całe swoje życie przesiedziałby w jakiejś bibliotece. Może tak, może nie. Ludzie mają bardzo różną skłonność do ryzyka. Jeżeli czujesz, że masz taką odwagę jak Richard Branson czy Elon Musk – proszę bardzo spróbuj, życzę powodzenia i pomyślnych wiatrów w wielkim biznesie. Problemem na pewno jest jednak to, że z mediów dowiadujemy się prawie wyłącznie o spektakularnych  sukcesach i to bardzo nakręca motywację – przecież ja też bym mógł/ też bym mogła! Ale jakoś dziwnym trafem kurtyna milczenia jest spuszczona na ilość przypadających na jeden sukces porażek i skalę tych porażek. Nie, ja nie chcę nikogo zniechęcać do podejmowania działalności gospodarczej. Proszę tylko, żeby być ostrożnym i dobrze się do tego przygotować. Podchodzenie do sprawy „na leniuszka” jak również gra va banque rzadko kończą się dobrze.

Na koniec może coś optymistycznego tzn. zależy z czyjego punktu widzenia 😉  Kobiety są dużo ostrożniejsze w szacowaniu swoich sił na zamiary. Nawet jeżeli biorą na starcie samochód w leasing – to mniejszy. Dokładniej liczą, jakie koszty będzie generowała działalność, zamiast myśleć jak często mężczyźni – sprzedałem za pół miliona, więc jak mogłem nie zarobić. Ano mogłeś 😦 I chyba właśnie z tych powodów kobiety rzadziej zaliczają „piękne katastrofy”. To prawda – skala odnoszonych sukcesów jest najczęściej mniejsza od historii z pierwszych stron Forbesa. Ale ten sukces jest i to się liczy. Za wszystkie panie próbujące swoich sił w  biznesie trzymam zatem mocno kciuki. Oczywiście panom też życzę powodzenia, ale błagam – na samym początku spróbujcie najeść się łyżeczką, a nie od razu chochlą 😉

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

2 myśli na temat “„dobre rady” dla początkujących przedsiębiorców”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s