Workation

piwko_309

Zrobiłam sobie  pierwsze w życiu workation, czyli work + vacation = praca połączona z odpoczynkiem. Było spontanicznie, dlatego krótko, jedynie od poniedziałku do środy. Nie, nie piłam alkoholu w tzw. godzinach pracy,  proszę się nie sugerować obrazkiem 😉 Ale wieczorkiem czemu nie. Chyba m.in. tym różni się workation od normalnego urlopu, podczas którego możemy robić co chcemy i kiedy chcemy.  Różnica polega jeszcze na tym, że nikogo z moich zawodowych kontaktów nie informowalam z wyprzedzeniem o wyjeździe (tzn. większości w ogóle informowalam), nie było ustawionego  disclaimera w skrzynce pocztowej  – bo maile i telefony odbierałam. Pomyślałam sobie, że  przez 3 dni świat się nie zawali, jeżeli nie będzie mnie w stałym miejscu pracy.  No i się nie zawalił! Tzn. jeden klient trochę pomarudził, że nie może przyjść, a akurat jest w pobliżu, ale zaprosiłam go grzecznie na piątek. Piątek też dzień.

Myślę, że wiele/ wielu z nas ma ten problem – przyzwyczajenie przełożonych, współpracowników i/ lub klientów  (w zależności od konstelacji, w jakiej funkcjonujemy) do stałej dostępności i gotowości do robienia czegoś dla nich. Bo on/ona chce. Bo jemu/jej pasuje, a ja przecież i tak  jestem na stanowisku. Jestem do dyspozycji. Nawet maile standardowo się tak kończą: W razie pytań i wątpliwości jesteśmy do Państwa dyspozycji. bla bla bla …

Takie spontaniczne workation służy chyba właśnie temu, żeby pokazać innym, ale też sobie (sic!), że wcale do dyspozycji na każdy gwizdek być nie musimy.  I nie oznacza to zaniedbywania obowiązków. Wręcz przeciwnie – workation  pozwala zmienić tapetę,  czyli patrzeć na coś innego niż na co dzień,  pomaga złapać dystans, zaczerpnąć oddech, nabrać energii po to właśnie, żeby dobrze pracować.  No OK, u każdego w pracy są na tyle intensywne okresy, że żadne spontaniczne wyjazdy nie wchodzą w rachubę. Ale jeżeli intensywnie jest non stop i oprócz urlopu wpisanego do grafiku z półrocznym wyprzedzeniem już nic nie da się wcisnąć – to trzeba się zastanowić, czy naprawdę chcemy długofalowo funkcjonować w takim modelu. Ja wiem, że duże organizacje rządzą się swoimi zasadami, że za bardzo podskoczyć to tam nie można. Dopóki się tam jest – trzeba się stosować do panujących reguł. Ale można pomyśleć, czy w długim horyzoncie czasowym coś takiego, jak mamy, nam odpowiada.

Połączenie pracy z wypoczynkiem to naprawdę nie musi być przywilej wyłącznie freelancerów, czy tzw. cyfrowych nomadów. Tak jak przyjmuje się praca z domu przez jeden lub dwa dni w tygodniu, tak niektóre firmy, którym zależy na utrzymaniu dobrych pracowników – zaczynają stosować, a raczej wypróbowywać workation. Powiedziałabym, że w Polsce trwa właśnie dopiero taka faza testowa workation, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Wypoczęty pracownik, to dobry pracownik. Lepiej mieć zadowolonych pracowników niż sfrustrowanych, wypalonych maruderów. Na szczęście coraz więcej pracodawców to rozumie. Co ważne – workation nie zmniejsza wymiaru urlopu, ale za to jest się pod telefonem i  mailem,  można też być w pilnej sytuacji  wezwanym z  powrotem do biura na następny dzień. Obie strony muszą poczuć, o co w tym chodzi i się na to zgadzać.  Potrzebne jest też zaufanie pracodawcy do pracownika, że nie zrobi sobie w tym czasie urlopu sensu stricte. Dlatego – no przykro mi – bardziej jest to chyba rozwiązanie skierowane do trzydziestopięciolatków niż do ich młodszych o 10 lat koleżanek i kolegów. Workation jest dobrą wolą pracodawcy i powinno się to docenić, a przynajmniej zachowywać fair.

Jeżeli o chodzi o efektywność pracy? Nie oszukujmy się,  high performance to to nie będzie. Mi udało się przepracować każdego dnia po ok. 4 godziny w hotelowym pokoju. Czyli połowę standardowego czasu pracy. No i ważne są jeszcze kwestie bezpieczeństwa. Na workation nie zabieramy żadnych ważnych dokumentów. Ja używam też mojego podróżnego laptopa, w którym nie ma żadnych ważnych danych, nie ma nawet outlooka. Mogę za to zbierać zanonimizowane materiały, w sensie informacje, do tego, co mam do opracowania po powrocie (akurat ten research w mojej pracy jest bardzo ważny, to nie jest żadna zapchajdziura), mogę pisać maile logując się przez serwer. Mogę też przemyśleć sobie to i owo, mogę robić plany, notatki i listy to do. Jak ktoś przepracował 10 lub więcej lat, sam najlepiej wie, co może zrobić.

Podsumowując – polecam.

sopot_310

 

 

 

 

 

 

2 myśli na temat “Workation”

  1. Może warto zacząć o tym rozmawiać. Kropla drąży skale 😉 Tylko niestety zazwyczaj jest to długotrwały proces i nawet jeżeli nie uda się wynegocjować czegoś bezpośrednio dla siebie, można mieć mała satysfakcję, ze przyczyniliśmy się do zmiany skostniałego systemu 👍👍

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s