ekologiczne oszczędzanie- czy to musi być oksymoron

energy-755834_1920

Jakoś tak przyjęło się przekonanie, że to co ekologiczne musi dużo kosztować. No i rzeczywiście – wizyta w sklepie z artykułami eco czy bio może nas w takim myśleniu jedynie utwierdzić. Dlatego wiele osób uważa, że  na kupowanie w takich sklepach ich po prostu nie stać. Z kolei jako przykłady proekologicznych zachowań, dzięki którym można zaoszczędzić pieniądze,  podaje się najczęściej: zakręcanie wody podczas mycia zębów, prysznic zamiast wanny, wymianę żarówek na energooszczędne, nieużywanie trybu standby itp. Ale tak naprawdę te proponowane rozwiązania to kropla w oceanie!  Kto wypróbował te wskazówki, ten zauważył, że rachunki za wodę czy za prąd owszem spadły, ale bardzo nieznacznie. I tak samo niewielki jest ich wpływ na środowisko.  Chyba zupełnie nie tędy droga…

Jedyną skuteczną metodą, pozwalającą zaoszczędzić, przynosząc przy tym ulgę środowisku, jest … kupować mniej. Mniej kupujesz – mniej wydajesz. Proste. Na koncie zostaje więcej pieniędzy – zaoszczędziliśmy. Jak w reklamie jednego z banków – tyle mamy oszczędności, ile mamy na koncie 😉    Jeżeli chodzi o środowiskowy kontekst – trzeba pamiętać, że nie ma produkcji obojętnej dla środowiska.  Każdy proces produkcyjny generuje odpady i przede wszystkim powoduje emisję dwutlenku węgla. Nawet gdy jest mowa o smogu –   analizuje się stężenia PM2,5, PM10, benzo(a)pirenu, tlenku azotu itd.  – oczywiście słusznie, ale trochę „niedoceniony”  jest problem stężenia CO2 w powietrzu.  Tymczasem to w stężeniu dwutlenku węgla w atmosferze pobijane są kolejne rekordy. I nie zanosi się na to,  żeby tendencja miała się odwrócić. Ponieważ stężenia w ujęciu procentowym muszą się sumować do 100, wzrost stężenia dwutlenku węgla działa na niekorzyść stężenia  innych pierwiastków i związków pierwiastków – przede wszystkim tlenu. Więcej dwutlenku węgla = mniej tlenu dla nas do oddychania. To chyba tłumaczy, dlaczego chodzimy ciągle zamuleni, jesteśmy w mieście po prostu niedotlenieni, a odetchnąć można już chyba tylko w lesie czy nad morzem. (Uuuuu pojechałam tu z wywodem chemicznym, o jaki bym się nie podejrzewała 😉 To zupełnie nie moja działka. Jeżeli przeczyta to ktoś, kto się na tym naprawdę zna i stwierdzi, że coś  się nie zgadza – z pokorą przyjmę krytykę! Na mój mały rozumek wychodzi mi tak, jak napisałam).  Na pewno jednak zgadza się to, że ograniczając konsumpcję, ograniczamy też emisję dwutlenku węgla, a przy okazji oszczędzamy pieniądze.

Czasami czujemy się lepiej, kupując jakiś produkt z „zieloną” metką, myśląc że taki wyrób po pierwsze jest dla nas zdrowy i bezpieczny, a po drugie, że kupując go nie szkodzimy środowisku. Ciekawym przykładem jest tutaj bawełna organiczna.  Właśnie w przypadku bawełny  został dostrzeżony problem z nadużywaniem środków chemicznych wykorzystywanych do jej uprawy. Organiczna bawełna pozyskiwana jest z upraw ekologicznych, w których nie stosuje się chemicznych środków ochrony roślin i nawozów sztucznych. Czy jednak kupowanie bawełny organicznej rozwiązuje problem? No nie do końca. Ta bawełna i tak:
– musiała zostać wyhodowana – co prowadzi do wyjałowienia gleby,
-została przerobiona z użyciem energii elektrycznej, co generuje CO2 i inne zanieczyszczenia
– następnie została pofarbowana z wykorzystaniem chemicznych barwników, które na skutek płukania w tysiącach litrów czystej wody ostatecznie trafiły do wód powierzchniowych i gruntowych,
– na koniec gotowe wyroby zostały zapakowane i przetransportowane do magazynów i do sklepów.

Nie ma produkcji odzieży (i w ogóle żadnej produkcji), która nie generowałaby zanieczyszczeń. Czyli kupując bawełnę organiczną – jest tylko trochę lepiej.

Jeżeli tkaniną, z której wykonano nasze ubranie jest bawełna, to i tak pół biedy, ponieważ  stosunkowo szybko się rozłoży.

Większość tkanin – np. taki poliester – jest sztuczna. Wiele osób nie zdaje sobie nawet sprawy, że do produkcji poliestru potrzebne są substancje ropopochodne. W procesie produkcji surowiec jest przetapiany. Poliester to nie mniej nie więcej tylko taki plastik. A jak wiadomo:

PLASTIC IS NOT FANTASTIC

Na koniec powstaje oczywiście dużo odpadów, które podlegają wolnemu rozkładowi zanieczyszczając środowisko na wiele setek lat. W kontekście plastiku dużo mówi się o zanieczyszczeniu mórz i oceanów. Przychodzą nam wtedy na myśl plastikowe torby i butelki. Tymczasem okazuje się, że plastik w morzach i oceanach to także mikrowłókna materiałów sztucznych, czyli m.in. poliestru, które dostają się do wody podczas prania i płukania tkanin. Na co dzień w ogóle się o tym nie myśli. Kupując mniej tych poliestrowych ubrań, wprowadzimy mniej plastikowych mikrowłókien do morza. I mniej ich później zjemy np. w rybie.

Zwracając uwagę na konieczność ograniczenia konsumpcji, ja nie odkrywam Ameryki. Nie jestem pierwszą osobą, do której świadomości dotarła idea kupowania mniej. Dziwi mnie jednak, że o ile mówi się o zachowaniach proekologicznych jako o konieczności ograniczenia opakowań, o segregacji odpadów, o normach emisji spalin itd., , to o redukcji konsumpcji jako o zagadnieniu per se dyskutuje się naprawdę bardzo niewiele. A jeżeli już mówi się o kupowaniu, czy w ogóle posiadaniu mniej, to raczej w kontekście minimalizmu, który jest oczywiście OK, ale ekologiczne względy występują w tym nurcie trochę przy okazji oczyszczania własnej przestrzeni, skupiania  się na doświadczeniach zamiast na rzeczach itd.  (tak w sumie – może nie ważna jest metoda albo od której strony się za coś zabieramy-  liczy się  jest efekt).

Generalnie odnoszę jednak cały czas wrażenie, że w dalszym ciągu wszystko do nas krzyczy:

                                      buy me!                      buy me!
                                buy me!

Branża marketingu i reklamy działa bardzo prężnie 😉

Istnieją też opinie, że ograniczenie konsumpcji zmniejszy PKB, a przecież wszyscy potrzebujemy jego wzrostu do ogólnego rozwoju. Po pierwsze nie wierzę w nagłe tąpnięcie PKD. Nie sądzę, aby w jednym momencie całe społeczeństwo przestawiło się na niematerialistyczne podejście do życia. Po drugie – rynek nie znosi próżni i najprawdopodobniej z racji tego, że kupowano by mniej rzeczy, ale za to trwalszych, lepszych jakościowo, czyli siłą rzeczy droższych – spowodowałoby to jedynie redystrybucję dochodów po stronie sprzedawców tych towarów. A po trzecie już dość dawno dostrzeżono problem niedoskonałości miernika, jakim jest PKD, ponieważ przykładowo Robert Kennedy (brat JFK) powiedział, że PKB mierzy wszystko oprócz tego, co wartościowe… I chyba coś jest na rzeczy, ponieważ coraz częściej zastępuje się PKD miernikiem jakości życia, który określa się na podstawie takich parametrów jak: zdrowie mieszkańców , czystość powietrza, komunikacja, edukacja itp.

Oczywiście wyższy PKB to także wyższe wpływy z podatków i to chyba też wyjaśnia, dlaczego postawa polegająca na ograniczeniu konsumpcji może być uznana za … nieetyczną?

A czy przypadkiem bardziej nieetyczne nie jest to, co naprawdę stoi za produkcją tanich dóbr konsumpcyjnych – wykorzystywanie pracowników z najuboższych regionów świata i dewastacja środowiska?

Może się komuś wydawać, że ten problem zanieczyszczenia środowiska powstaje gdzieś indziej – gdzieś w odległym Bangladeszu. Ale to nieprawda, to tylko oszukiwanie się. Wszyscy jesteśmy połączeni.

earth-2214024_1280

Na zakończenie dodam, że o potrzebie zmiany świadomości i odejściu od konsumpcjonizmu (i to właśnie w tym ekologicznym kontekście) pisze także papież Franciszek w swojej encyklice. Polecam każdemu jej lekturę – całkowicie niezależnie od orientacji religijnej. Taka mądra encyklika, a taki mały na nią odzew. Szkoda.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s