mistrzowie i mistrzynie zen

zen-2819215_1920

Alternatywy dla korporacji szuka wielu.  Uwarunkowania są jednak, jakie są- otrzymany z banku harmonogram spłaty kredytu potrafi z zadziwiającą skutecznością wybić z głowy głupie pomysły, jak rzucenie pracy i „robienie tego, co kochamy” (baaardzo wyświechtany zwrot). Skoro nie możemy  podejmować radykalnych decyzji, bardziej pasowałoby chyba: szukanie sposobu, by jakoś klocki tego naszego życia poukładać, jakoś się w tej rzeczywistości umościć (nie chodzi mi o spoufalanie się z szefem lub szefową 😉 nie, nie, nie).

Łatwo powiedzieć work life balance, o wiele trudniej wykonać, bo jeżeli w pracy spędza się 60 godzin tygodniowo, to  bardzo proszę  mi powiedzieć, gdzie upchnąć ten balans.

Wiele osób dostrzega, że schemat, w którym znaleźliśmy się mniej lub bardziej dobrowolnie, tj.  studia – kariera – korporacja- kredyt hipoteczny – konsumpcja/zakupy- imprezy- wakacje –   daleki jest od ideału.  Wcześniej czy później odczujemy płytkość tego modelu, duże  zmaterializowanie, nie znajdziemy w nim za to na pewno empatii  i  ogólnie pojętych wartości wyższego rzędu…

Ponoć sami przyciągamy to, czego nam na dany moment potrzeba, dlatego w odpowiedzi na powierzchowność plastikowego świata  pojawia się czasami  ON lub ONA. Nie mam tu na myśli miłosnej historii, taka byłaby akurat co najmniej wskazana, pod warunkiem oczywiście, że byłaby prawdziwa i nie krzywdziłaby nikogo z bliskich nam ludzi (im jesteśmy starsi, tym niestety jest to trudniejsze)  W ogóle nie mam na myśli niczego o zabarwieniu erotycznym, mocniejszym lub lżejszym, jak kto woli.

On lub ona  to „mistrz” lub „mistrzyni” zen. Cudzysłów użyty celowo, bo akurat tym prawdziwym mistrzom zen należy się duży szacunek.  A ci w cudzysłowie na szacunek – przynajmniej w mojej ocenie-  nie zasługują. Chodzi mi o osoby,  które w swoim własnym przekonaniu doznały wielkiego oświecenia  i  daje im  to prawo do nauczania innych.

Otóż „mistrz” lub „mistrzyni zen”:

  • nie ma telewizora i nie śledzi biezacych wydarzeń w internecie
  • odcina się od wszelkiego zła i brudu tego świata
  • chlubi sie tym, ze nie interesuje się polityką i rzeczywiście nie jest zorientowany/zorientowana co się w danym momencie dzieje
  • medytuje przy muzyce z falami alfa, delta, theta czy bzdeta 😉
  • zachowuje stoicki spokój w każdej sytuacji
  • kocha wszystkich ludzi
  • interpretuje wszystko przez pryzmat przepływającej energii
  • opiera się wszelkim pokusom
  • jeżeli uprawia  seks, to tylko  tantryczny
  • wszystko w jego życiu dzieje się we właściwym czasie
  • nie je mięsa, cukru, nie pije alkoholu, o papierosach nie wspominając
  • kilka razy dziennie praktykuje wdzięczność
  • ma pieniądze, ale nie musi parać się pracą, żeby je mieć. Dlatego z lekką wyższością spogląda na tych, którzy muszą zasuwać od poniedziałku do piątku
  • czyta tylko  niszowe książki, najlepiej związane tylko z rozwojem duchowym
  • ogólnie pojęta pop kultura jest mu/jej całkowicie obca
  • nie pozwala swoim instynktom kierować sobą, ponieważ się od nich wyzwolił(a)
  • po przyjściu do domu zapala kadzidełka, aby oczyścić atmosferę

Oczywiście,  niektóre z tych założeń są całkiem dobre.  To nie jest też tak, że poddaję krytyce każdego, kto spełnia któreś z  kryteriów z tej listy. Ja sama spełniam jedno, czy dwa z nich.  Ale wkurza mnie egzaltowanie się  niektórych osób ,  przekonanie o wskoczeniu na jakiś wyższy poziom, mentorski ton, skrajność niektórych rozwiązań. Nie żyjemy w izolacji od świata.  Nawet gdybyśmy bardzo chcieli zbudować sobie te utopijne szklane domy  – odrobina szacunku dla historii wystarcza do zrozumienia, że jak dotąd nikomu się to nie udało. Dlaczego miałoby się udać panu lub pani zen.

W tym nieskazitelnym wizerunku takich osób brakuje mi chyba jednego. Pokory.

Proszę, uważajcie na takich „mistrzów”.

 

 

 

 

 

 

5 myśli na temat “mistrzowie i mistrzynie zen”

  1. Znam takie osoby. Do niedawna wierzyłam w ich ZEN i karciłam wciąż sama siebe za nieudane próby osiągniecia tegoż poziomu. Jak się jednak okazało w wyniku dokładniejszej obserwacji, jedyny ZEN który osoby te osiągają to ten po skręcie. A reszta to zwykły pic na wodę. Jakaż ulga dla mego sumiena 🙂

    Polubienie

      1. Pracowałem tak swojego czasu. Tyle, że nie było ani rewelacyjnej kasy, więc przestałem z dnia na dzień. Inna sprawa, że mało jest takiej pracy, której nie da się zoptymalizować. W poprzedniej pracy 8h dupogodzin zajmowało mi ok. 3h… moje zastępstwo potrzebowało dwóch ludzi.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s