Stabilizacja

children-2487845_1920

Kobieta uważająca na dziewczynki na powyższej uproszczonej grafice bardziej wydaje się być ich opiekunką ew. guwernantką  niż mamą. Mama pewnie w pracy. Tata oczywiście też. Gdzieś tu:

planning-2899922_1920

Tata wraca z pracy jeszcze później niż mama. Ktoś musi zarobić na ten dom, na dwa samochody, na zagraniczne wakacje, na opiekunkę i  na prywatną szkołę dla dzieci. I jeszcze na karmę dla kota 😉

A tak w ogóle to najlepiej byłoby zrealizować ten schemat przed trzydziestką. No, do trzydziestego piątego roku życia to już najpóźniej.  Tylko … dla kogo najlepiej? Dla Rodziców/ Teściów, aby osiągnięciami dorosłego syna czy dorosłej córki  mogli podrasować swoje niezaspokojone ego? Dla Państwa? Bo ludzie tkwiący w tym schemacie muszą wybić sobie z głowy bzdurne pomysły, jak np. podróż jeepem do Mongolii, a zamiast tego uprawiać grzeczny rajd codziennie rano w korku w drodze do pracy? (I grzecznie płacić podatki, to oczywista sprawa) Bo ludzie w powyższym układzie chowają do kieszeni swoje marzenia z wczesnej młodości, a czasami także i honor,  ponieważ pierwszą rzeczą, którą czują, jest odpowiedzialność za dzieci? Co równoznaczne jest z tym, że dobrze się zastanowią, zanim zrobią jakieś głupstwo, np. rzucą pracę, bo szef psychopata.  Jednym słowem, wszyscy dookoła zadowoleni 🙂

Tylko, że drugą rzeczą, którą ci ludzie czują jest … ciężar tego, co na siebie wzięli. I czują jeszcze,  że już nie mogą …

Dlaczego zdecydowana większość tak uparcie dąży do osiągnięcia powyższego schematu. Dlaczego jedną z pierwszych rzeczy, o której marzymy jest pełna stabilizacja? Zdobycie i posiadanie wszystkiego od razu, najlepiej w jak najkrótszym czasie. Nie odstrasza nawet wizja, że w tym naszym „marzeniu” będziemy tkwili przez kolejne 30-40 lat? Dzień w dzień? Nie znam się na tym, ale przypuszczam, że mamy zakodowane w genach takie dążenie do zabezpieczenia swojego bytu na przyszłość i do upewniania się, że wszystko już mamy.  No i społeczno- ekonomiczny system też ma tu swoje „zasługi” – człowiek wepchnięty w opisany schemat nie jest zbyt niebezpieczny dla istniejącego ładu, bo jest po prostu zbyt zmęczony i nic mu się już nie chce ….

O ile uznać jednak, że w zasadzie wszystko – nasza rodzina, nasz organizm, nasz zakład pracy –  jest mikrosystemem dążącym do równowagi, to w opisanym schemacie równowagi na pewno nie ma –  bo ten trzydziestoparoletni mężczyzna lub ta trzydziestoparoletnia kobieta dają z siebie po prostu za dużo.  Niestety relatywnie często dzieje się tak, że po osiągnięciu tej upragnionej stabilizacji coś się musi zawalić. I albo jest rozwód, albo z powodu przeciążenia ktoś nie  dopilnuje  czegoś w pracy, na skutej czego ją traci i poziom życia całej rodziny ulega obniżeniu.  Nasz piękny obrazek nie miał, jak się okazało, wystarczająco silnych fundamentów.  Jacy wszyscy teraz zdziwieni …

A nawet jeśli żaden  spektakularny collapse nie następuje, to życie wygląda mniej więcej tak, jak to ujął pan Sztaudynger:

„Stabilizacja motylka to szpilka”

Naprawdę tego tak bardzo chcemy?

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s