Zatoki- bolesna zimowa dolegliwość

girl-2696947_1280

Zdjęcie co prawda artystyczne, a nie medyczne, dość dobrze pokazuje za to- gdzie boli. A boli bardzo mocno, gdy zatoki są chore. Słyszałam kiedyś wypowiedź pewnej pani dr laryngolog, która twierdziła, że zatoki to choroba osób, które mają wszystkiego po dziurki w nosie. Dosłownie i w przenośni 😉

Dlatego zdecydowałam się zamieścić ten wpis w części less stress. Jednym z objawów chorych zatok jest uczucie bardzo silnego zmęczenia, to na pewno nie pomaga  w osiąganiu oczekiwanej od nas wysokiej produktywności, na skutek czego denerwujemy się, że znowu czegoś nie zrobiliśmy.  A stres z kolei potęguje objawy ze strony zatok. I tak w kółko …

Jestem prawdziwą weteranką walki o zdrowe zatoki. Miałam ostatnio przyjemność gratulować mojej klientce ukończenia studiów z sinologii (naprawdę chapeau bas), śmiałyśmy się wtedy, bo powiedziałam, że ja  w międzyczasie ukończyłam chyba studia z sinusologii. Nie chodziło mi bynajmniej o trygonometrię (sinuses = zatoki). Jak powszechny jest problem chorych zatok można wnioskować chociażby z liczby reklam telewizyjnych, zachwalających różnego rodzaju preparaty. Ja leczenie zostawiam lekarzom, mogę jednak podzielić się kilkoma radami, wynikającymi z mojego doświadczenia jako pacjentki.

Rada numer 1 brzmi:

NIE ZWLEKAĆ Z WIZYTĄ U LEKARZA 

Zapalenie zatok to nie jest po prostu katar, nieleczone może przejść w  poważną i bardzo przewlekłą chorobę. Sygnałem alarmowym, świadczącym o tym, że dzieje się coś poważniejszego  jest zmiana koloru wydzieliny z nosa lub spływającej do gardła. Jeżeli wydzielina jest żółta lub zielona – marsz do lekarza. Specjalistą od leczenia zatok jest laryngolog, w przypadku  pierwszego, ostrego zapalenia zatok najważniejszy jest jednak czas. Dlatego, jeżeli mamy wybór między natychmiastową wizytą u lekarza pierwszego kontaktu, a terminem u laryngologa za dwa- trzy tygodnie – wybierzmy tę pierwszą opcję. Reagując od razu i przyjmując zapisane leki mamy szansę na całkowite wyleczenie ostrego zapalenia zatok i uniknięcie przejścia schorzenia w formę przewlekłą. No właśnie … mądra Polka po szkodzie 😦

Jeżeli borykamy się już z przewlekłą formą zapalenia konieczna jest wizyta u laryngologa, stosowanie się do jego zaleceń, przyjmowanie leków. Można także wspomagać się suplementami dostępnymi bez recepty, ale to wszystko działa doraźnie.  Aż do … następnego razu. W chorych zatokach najgorsza jest chyba  nawrotowość zapalenia. Wystarczy, że coś nam zaszkodzi i przygoda zaczyna się od początku. Dlatego, aby ostatecznie rozprawić się z problemem konieczna jest pielęgnacja błony śluzowej nosa i zatok oraz wzmacnianie ogólnej odporności. Jestem generalnie dość mocno zdziwiona tym, że lekarze wypisując kolejną receptę nie dają żadnych wskazówek, jak można to konwencjonalne leczenie wspomóc. Przy chorych zatokach jest to akurat bardzo ważne. Absolutnie nie chodzi przecież o to, żeby zrezygnować z akademickiego leczenia, ale żeby równolegle korzystać ze sposobów, które na pewno nie mogą zaszkodzić.  Można zrobić np. to co poniżej:

– płukanie nosa (jala neti)

Płukanie nosa i zatok roztworem soli naprawdę przynosi ulgę, przede wszystkim od razu uwalnia od uczucia ucisku i zatkania.  Wydzielina usuwana jest mechanicznie, dzięki czemu ogranicza się ryzyko nadużywania obkurczających kropli do nosa (z kroplami naprawdę trzeba bardzo, ale to bardzo uważać).  Metoda wywodzi się z ajurwedy, ale płukanie nosa bardzo zyskuje na popularności w tzw. zachodnim świecie  i w wielu krajach zaczyna być uważane jako normalny element higieny,  taki jak mycie zębów.  W aptece można kupić wygodne buteleczki do sporządzania roztworu, nie trzeba stosować tego śmiesznego czajniczka (czyli naczynia używanego oryginalnie w tej metodzie).  Należy pamiętać, żeby zawsze używać przegotowanej, przestudzonej wody (ew. butelkowanej), a także saszetek z solą  kupowanych w aptece. Zwykła sól kuchenna może zawierać różnego rodzaju zanieczyszczenia, chemiczne antyzbrylacze etc., które mogłyby nam dodatkowo zaszkodzić. Bardzo jest ważne, aby płukanie wykonać zgodnie z instrukcją a także to,  aby po płukaniu nosa nie wychodzić przez min. godzinę na dwór, gdy temperatura jest niższa niż 15 stopni (czyli zimą to zastrzeżenie jest oczywistą oczywistością). Nie wolno także kłaść się spać przez 1 h od wykonania płukania nosa. Chodzi o to, że przez tę godzinę resztki wody, którą płukaliśmy zatoki, mają sobie spokojnie spłynąć. W zatokach znajdują się puste przestrzenie i zalegająca w nich woda plus pływające w niej bakterie mogłyby doprowadzić do zaostrzenia infekcji.

Jeżeli sporządzimy hipertoniczny rozwór soli – czyli w praktyce dodając dwie saszetki soli do odmierzonej porcji wody – pomożemy sobie także na drugi (zaraz po zalegającej wydzielinie) problem występujący przy zapaleniu zatok. Jeżeli ktoś nie miał tak naprawdę chorych zatok, to słysząc o problemach ludzi się z tym borykających, zazwyczaj myśli,  że zatoki są po prostu zapchane przez wydzielinę i trzeba ją wydmuchać. No tylko, że to dmuchanie w pewnym momencie już nic nie daje. Jest tak dlatego, że prawdziwym problemem jest silny obrzęk błony śluzowej zatok. W rezultacie od tego obrzęku właśnie zamknięte są ujścia zatok, które i tak są anatomicznie bardzo wąskie. Wydzielina w zatokach cały czas się jednak „produkuje”, ma świetne warunki do nadkażenia, nie znajduje za to ujścia i stąd to uczucie rozpierania i okropny ból! Na ten obrzęk stosuje się leki na receptę, ale ulgę naprawdę przynosi też płukanie mocniej stężonym roztworem soli, który działa na zasadzie osmozy i powoduje przechodzenie wody z otoczenia o mniejszym stężeniu soli (czyli fizjologicznym w naszym organizmie) do stężenia większego. Czyli mówiąc kolokwialnie – wyciąga wodę z tych obrzękniętych tkanek. Naprawdę warto spróbować. Przyjmowanie leków to podstawa. Ale dodatkowe wypłukanie nosa i zatok nie może wyrządzić nam krzywdy (pod warunkiem, że tego mocniejszego stężenia soli nie używamy za często, bo sól też jednak trochę podrażnia).

Aha, płukania nosa nie można stosować u dzieci poniżej 4 roku życia!!!! U starszych też lepiej to skonsultować z lekarzem. Ja tak sobie piszę z myślą tylko o dorosłych. I aż się przestraszyłam, że jakaś mama mogłaby się zachęcić, żeby na dziecku tę metodę wypróbować. Nie, nie. Z dziećmi  nie eksperymentujemy.

– noszenie czapki i osłanianie twarzy przed zimnem   

Nie ma nic gorszego dla chorych zatok niż mroźny wiatr. Tzn. jest – mroźny wiatr niosący ze sobą zanieczyszczenia powietrza.  Ale smog to osobny temat, który tu już poruszałam.  Niestety wystarczy jednorazowe uderzenie silnego wiatru w twarz przy ujemnej temperaturze i u osób wrażliwych, borykających się z przewlekłym zapaleniem zatok – powrót choroby murowany 😦  Czyli nosimy czapkę, najlepiej grubą i nasuniętą głęboko aż do linii brwi. Mało sexy, no wiem, przykro mi. Czapka ochroni przed zimnem zatoki czołowe. Dużo gorzej mają osoby chorujące na zatoki szczękowe, czyli znajdujące się mniej więcej na wysokości kości policzkowych.  Zwyczajowo nie zasłaniamy twarzy nawet zimą. Ja przestałam się już przejmować tym, że co poniektórzy  dziwnie na mnie patrzą i w mroźne dni noszę polarowy windstopper lub szal kominowy ochraniający nos i policzki. Różnica jest ogromna. Funkcję ochrony zatok szczękowych przed zimnem dobrze pełni także maska antysmogowa i jest to kolejny powód do jej stosowania.

– wizyta u dentysty

Ponieważ zatoki szczękowe i korzenie zębów trzonowych i przedtrzonowych dzielą jedynie milimetry- powodem infekcji zatok mogą być niewyleczone zęby. Dlatego w przypadku przewlekle chorych zatok koniecznie oprócz laryngologa odwiedzić trzeba dentystę i wyleczyć wszystko, co tego wyleczenia wymaga.

– dieta

Bakterie bytujące w zatokach bardzo nie lubią czosnku. Dlatego przy chorych zatokach należy go jeść, a jeżeli nie możemy sobie na to pozwolić – zastąpić świeży czosnek bezzapachowym wyciągiem dostępnym w aptece. To jednak nie wszystko. Lubię słodycze i gdy byłam chora na zatoki uznałam je za jedną z moich niewielu przyjemności. Niestety było to wyraźnie zauważalne, że po zjedzeniu czegoś słodkiego moje objawy się zaostrzały. Za to po dość drastycznym ograniczeniu cukru (także miodu)  i wyeliminowaniu  wszelkiego rodzaju śmieciowego jedzenia  było mi wyraźnie lepiej. To naprawdę bardzo ważne.

– unikanie drażniących zapachów

Nasz organizm sam będzie informował nas, co mu szkodzi. Sama wypaliłam w życiu dwa papierosy – jednego w liceum i drugiego na studiach, czyli problem papierosów mnie nie dotyczy. Wystarczyło jednak, że ktoś dmuchnął mi dymem papierosowym w twarz i przez kolejnych kilka dni byłam chora. Tak duża była nadwrażliwość. Dlatego – jeżeli ktoś pali, a ma chore zatoki – musi rzucić. Bezdyskusyjnie.  Nadwrażliwość zapachowa dotyczy także wszelkich innych silnych chemicznych zapachów – np. perfum (kolejny raz mi przykro), detergentów, nie wspominając już o farbach, lakierach czy klejach. Unikanie ekspozycji na silne zapachy oznacza niestety zmianę stylu życia. Ja np. przestawiłam się na zakupy w internecie i jedynie sporadycznie odwiedzam galerie handlowe (przynajmniej  oduczyłam się  „odstresowujących”  niekontrolowanych zakupów)

– rezygnacja z  alkoholu

Alkohol powoduje bardzo silne i szybkie rozszerzenie naczyń krwionośnych.  A w przypadku chorych zatok oznacza to masywny obrzęk błony śluzowej nosa i zatok. Nic przyjemnego, naprawdę, w dodatku obrzęk długo schodzi, nawet kilka dni. W okresie choroby najrozsądniej będzie zatem całkowicie wykluczyć alkohol, a gdy już z niej wyjdziemy – profilaktycznie zrezygnować przynajmniej z czerwonego wina, ponieważ może zawierać szkodliwe pleśnie.  Bez alkoholu można żyć, naprawdę.

– wzmacnianie naczynek krwionośnych

Nie jestem lekarzem ani farmaceutą i nie powinnam rekomendować żadnych leków, czego mając świadomość –  nie robię. Wzmacnianie i uszczelnianie naczynek krwionośnych naszej biednej, wymęczonej błony śluzowej jest jednak bardzo ważne, m.in dlatego, że zapobiega krwawieniom z nosa. Dlatego bardzo proszę zwrócić się do lekarza lub farmaceuty o stosowną poradę 😉

– natłuszczanie błony śluzowej

Przy przewlekłym zapaleniu nasza błona śluzowa będzie w pewnym momencie do tego stopnia przesuszona, że nawet sól zawarta w roztworach do płukania nosa będzie ją podrażniać. Pomóc może wtedy jedynie natłuszczenie – tu mogę polecić dwie całkowicie naturalne substancje – olejek sezamowy lub oliwkowy. Można kupić któryś z tych olejków w aptece,  muszą one spełniać farmakologiczne standardy czystości (nie radzę eksperymentować ze zwykłą oliwą z oliwek, bo nie jest ona idealnie czysta, a  niestety przy przerwaniu ciągłości błony śluzowej wszystko może zaszkodzić)

– unikanie klimatyzacji

O ile numerem jeden (przynajmniej w moim subiektywnym odczuciu), jeżeli chodzi o szkodliwość dla zatok jest silny, mroźny wiatr, to numerem dwa jest klimatyzacja. Ja nie używam w ogóle. Jeżeli ktoś nie może uniknąć klimatyzacji całkowicie – proszę przynajmniej nie przebywać w jej bezpośrednim strumieniu (może koleżanka z pracy zgodzi się na zamianę biurek?)

– wykonywanie ćwiczeń fizycznych z głową pochyloną w dół

Na moje nieszczęście miałam jednocześnie chore zatoki czołowe i szczękowe. No i stwierdzam, że dolegliwości tych szczękowych są gorsze. Tzn. dla mnie były gorsze. Z zatok czołowych wydzielina akurat może sobie spłynąć dzięki sile grawitacji. Oczywiście spływanie po tylnej ścianie gardła nie jest przyjemne, ale przynajmniej schodzi to, co ma zejść. W przypadku zatok szczękowych- ujścia zatok znajdują się powyżej dna tej zatoki. No i ta nieszczęsna wydzielina w pionowej pozycji naszego ciała nie ma jak się wydostać.  Można jej jednak trochę to ułatwić przyjmując pozycje, w których głowa skierowana będzie do dołu. I trochę wytrzymać trzeba w tej pozycji. Świetna jest np. pozycja jogowa pies z głową do dołu. Jest banalnie prosta, można sobie zobaczyć na youtube. Tak naprawdę wcale nie o jogę tu chodzi, ale o zwykłą fizykę i grawitację. Ta pozycja „otwiera” zatoki szczękowe i pozwala na wydostanie się uwięzionej wydzieliny. Nawet jeżeli ktoś jest sceptyczny wobec jogi – co mu szkodzi spróbować.

W przypadku przewlekłego schorzenia zatok bardzo ważne jest słuchanie swojego organizmu, który sam będzie dawał nam sygnały, co jest dla niego dobre, a co nie. Jak wspomniałam na początku – zatoki to choroba osób, które mają wszystkiego po dziurki w nosie. Także metaforycznie. Czyli ostatnia rada brzmi – usiąść i zastanowić się, o co tak naprawdę chodzi. Oczywiście – po zastosowaniu się w pierwszej kolejności do wszystkich zaleceń naszego laryngologa.

 

 

 

 

 

 

3 myśli na temat “Zatoki- bolesna zimowa dolegliwość”

  1. Świetny tekst. Połowy rzeczy nie wiedziałam, a z problemem zatok meczę się i sama i moje dzieci.
    Płukanie zatok probowałam robić, niestety przyjemne toto nie jest. Natomiast, że zatoki lubią ciepło to akurat wiem. Prawda. W zimie moje zatoki potrafią zareagować nawet po umyciu włosów. Pozdrawiam. Beata

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s